Strony

28 stycznia 2015

Zużyte, wyrzucone po raz trzeci.

Oj dawno już nie wrzucałam tutaj swoich zużyć. Wstyd się przyznać, ale ostatnio taki post pojawił się w czerwcu 2014... Przez ten czas nazbierałam spooooro pustych opakowań po kosmetykach, ale niestety kilka przez nieuwagę zdążyłam wyrzucić. Ale i bez nich kolekcja śmieci jest spora i mam co pokazywać ;)


Suche szampony - Batiste (jakże osławiony) oraz Syoss. Nieco się od siebie różnią, o dziwo na korzyść Syoss. Był bardziej wydajny, nie pozostawiał na włosach białego nalotu. Choć wolę myć włosy tradycyjnymi szamponami i przy użyciu wody, to lubię mieć taki szampon w zapasie w razie sytuacji, gdzie szybko muszę odświeżyć włosy. Raczej będę teraz szukać szamponu Syoss, ale kto wie, czy nie sięgnę jeszcze kiedyś po inny wariant od Batiste.


Tutaj mamy szampony tradycyjne. Alterra z granatem i aloesem oraz brzoskwiniowy z pszenicą. Jednak jakoś już przestały mnie zachwycać i mam obecnie w użyciu kilka innych szamponów ;) Niewątpliwą zaletą szamponów Alterra jest ich cena - są nieprzyzwoicie tanie. Co prawda dobrze oczyszczają też włosy, ale ja lubię urozmaicenie w pielęgnacji włosów.


Odżywki i maski do włosów.
Gliss Kur ekspresowa 1-minutowa odżywka, która z moimi włosami robiła...niewiele. Jest przeznaczona do włosów suchych i ma je dobrze pielęgnować, ale na moich włosach się nie sprawdziła.
Alterra z granatem i aloesem kiedyś była moją ulubioną odżywką, ale ostatnio zaczęła mi obciążać włosy, nawet po bardzo dokładnym spłukaniu. Muszę sobie zrobić od niej mały odwyk. 
Alverde z aloesem i hibiskusem też już nie służy moim włosom tak jak kiedyś. Zanim zaczęłam je farbować była dla mnie idealna, ale teraz obkleja moje włosy co w efekcie wygląda bardzo niekorzystnie. 
Henna Wax z Pilomaxu dla odmiany dobrze mi służyła. Szkoda, że miałam tylko takie małe opakowanie, bo chętnie poużywałam bym jej jeszcze trochę :)


Dłonie i paznokcie.
Zmywacz do paznokci to dla mnie kosmetyk, który muszę mieć zawsze w domu. Te z Isany świetnie zmywają lakier i nie wysuszają mi skórek i paznokci. Teraz zaopatrzyłam się w dużą butlę w wersji zielonej. 
Peeling do rąk Eveline to mój ulubieniec i właśnie mam w użyciu drugą tubkę. Nie dość, że ładnie pachnie, dobrze ściera naskórek, to jeszcze dodatkowo nawilża skórę. Jeśli chcecie więcej poczytać na jego temat, to zapraszam do recenzji TUTAJ
Krem do rąk Eveline w okresie letnio-jesiennym tez się u mnie dobrze spisywał. Jest lekki, nie zostawia tłustej warstwy, ale obecnie używam nieco bardziej treściwych kremów do rąk. 
Masło do paznokci w sztyfcie od Oriflame bardzo sobie oszczędzałam. Konkretne, treściwe i świetnie natłuszczające paznokcie. Dobra alternatywa dla olejków, bo takie masełko można wrzucić do torebki i używać w ciągu dnia.


Olejki do kąpieli od Bielendy nie były dla mnie nowością. Bardzo je lubię za zapach i za uprzyjemnianie kąpieli :) Bardziej spodobała mi się wersja z mandarynką i werbeną, ale ten z zieloną herbatą i trawą cytrynową też był niczego sobie. Z tym, że każdy ma zadanie robić co innego. Mandarynka ma uspakajać i będzie idealna na wieczorną kąpiel. Natomiast zielona herbata pobudza i świetnie nadaje się na poranną kąpiel.


Żele pod prysznic Lirene. Fajne, przyjemne, ale bez efektu "WOW". Używałam ich jesienią, a co za tym idzie w tym okresie bardziej odpowiadała mi wersja gruszkowa. Naturalne zapachy, pozytywnie nastrajające kolory i formuła nie wysuszająca skóry przemawia za tymi produktami. Na minus jedynie słaba wydajność.


Kolejne produkty kąpielowe.
Żel pod prysznic od Isana z jogurtem i witaminami był nijaki. Fakt, da się nim umyć, ale ja lubuje się w intensywnych zapachach, czego tutaj nie doświadczyłam. Miałam już inne wersje zapachowe, które były nieco lepsze. Tutaj też kremowa formuła nie do końca mnie do siebie przekonała. 
Olejek do kapieli Tutti Frutti od Farmony to było bardzo przyjemne doświadczenie. Cudowny zapach, kolor i wydajność. Tak intensywna wiśnia to dla mnie coś pięknego. Jeśli nie zapomnę , to podczas kolejnego wyjazdy do Polski zaopatrzę się w te olejki i może skuszę się na inne wersje zapachowe. 
Kremowy żel pod prysznic Dove okazał się być naprawdę kremowy i w tym przypadku ta formuła mi nie przeszkadzała. Zapach typowy dla Dove, delikatny i odprężający. Kiedy nie miałam ochoty na żaden konkretny, intensywny zapach, sięgałam po ten żel.


Płyny micelarne idą u mnie jak woda.
Loreal Hydra Active 3 okazał się być u mnie godnym następcą tego z serii Ideal Soft. Świetnie radzi sobie z makijażem, domywa go dokładnie i nie powoduje nieprzyjemności typu pieczenie na twarzy. Dwie zużyte buteleczki świadczą o tym, że chętnie do niego wracam, a zarazem polecam po niego sięgnąć :)
Micel 3w1 od Nivea jest również nie najgorszy. Z makijażem twarzy radzi sobie wyśmienicie, ale do demakijażu oczu już go nie używam. Nie wpływa negatywnie na stan mojej cery i używam go zamiennie z micelem od L'Oreal. Ale tylko dlatego, że mam do niego łatwiejszy dostęp ;)
W słynny micel od Garnier zaopatrzyłam się w sierpniu, kiedy to byłam w Polsce na urlopie. W ciemno wzięłam dużą butlę 400ml , ale ryzyko mi się opłaciło. Zmywał dobrze makijaż, wystarczył na długo i już wiem skąd tyle pozytywnych opinii się wzięło ;) 


Coś do mycia twarzy.
Emulsja do twarzy z granatem od Alterra niczego mi nie urwała. Nie będę się znowu rozpisywać, bo notka na jego temat pojawiła się TUTAJ.
Żel do mycia twarzy firmy Eva też okazał się przeciętniakiem, o bardzo rzadkiej, płynnej konsystencji. Nie odpowiadało mi to, bo żel przelewał mi się przez dłonie i ciężko było mi umyć w ten sposób twarz. Specjalnych właściwości tez nie miał, więc ostatecznie zużyłam do do mycia pędzli do makijażu :) 
Fluid do mycia twarzy Rival de Loop okazał się być najlepszym z całej tej trójki. Gęsta konsystencja, nie wysusza twarzy, delikatnie pachnie i jest wydajny. Ten kosmetyk jeszcze na pewno zagości w mojej łazience.


Dwie tubki zużytego peelingu do twarzy Neutrogena mówią same za siebie. Pieśń pochwalną wysmarowałam temu peelingowi w TYM wpisie, więc odsyłam do poczytania :) 
Peeling do twarzy L'Oreal Triple Active okazał się strasznym zdzierakiem - drobinki były ostre i nieprzyjemne. Męczyłam go długo i byłam prze-szczęśliwa jak już dobiłam do dna ;)


Kremy do twarzy.
Siarkowa moc krem antybakteryjny matujący na początku nawet mi odpowiadał, ale z czasem jego zapach zaczął mnie mocno denerwować. Odstawiłam go, zapomniałam o nim i jego termin przydatności przepadł. Nie zużyłam go do końca, ale mimo to wylądował w koszu. 
Effaklar Kod La Roche-Posay miał być u mnie następcą Effaclaru Duo, ale mimo zużycia całej tubki sama nie wiem co mam o nim myśleć... Producent określa go mianem odnawiającego kremu do cery tłustej, który ma przeciwdziałać nawrotom niedoskonałości. A u mnie z tymi niedoskonałościami bywało różnie. Raz się pojawiały, raz było spokojnie. Effaclar K nie miał na nie żadnego wpływu, bo po jego odstawieniu cera zachowywała się tak samo. Z moich obserwacji wynika, że na moją cerę ten krem nie działa, nie robi z nią nic.
Clinique krem-żel nawilżający i zatrzymujący wodę w skórze. To mój mały hit. Mimo iż miałam tylko mały słoiczek o pojemności 15ml, to zdążyłam się zachwycić działaniem, wydajnością i ciekawą konsystencją. Jakoś na wiosnę, w okolicy marca chcę zaopatrzyć się w pełen wymiar.


Nivea płyn do demakijażu oczu. Kosmetyk, który idealnie nadaje się na wyjazdy - jest nieduży, zmieści się do każdej kosmetyczki. Przy tym radzi sobie z demakijażem oczu (nie używam tuszy wodoodpornych) i nie podrażnia oczu.
Kapsułki z tygodniową kuracją do suchej skóry od Rival de Loop nie są dla mnie żadną nowością. Sięgam po nie w momencie, kiedy czuję, że moja cera potrzebuje czegoś więcej, jest sucha i mało elastyczna. Kapsułki faktycznie działają, poprawiają stan skóry, a do tego są tanie i łatwo dostępne (Rossmann).


Ochrona w postaci antyperspirantów. 
Żelowy Lady Speed Stick miałam po raz pierwszy, ale już raczej na taką formułę się nie skuszę. Drażni mnie mokra formuła żelu, która długo wysycha i nie daje mi poczucia świeżości. Owszem, chroni przed nadmiernym poceniem, ale standardowe sztyfty też sobie z tym nieźle radzą.
Rexona Invisible Diamond. Zoila straszyła mnie, że one duszą niemiłosiernie i po aplikacji trzeba uciekać. Mnie na szczęście nie dusiły :) Zapach jest dla mnie znośny, ale ochrona niewystarczająca. W ciągu dnia moja świeżość ulatnia się i niestety czuję się tak, jakbym rano nie użyła żadnego antyperspirantu.


Wkłady do mojej golarki Wilkinson Intuition. Zaręczam, że było ich o wiele więcej, ale że są małe i niepozorne, to zapodziały się gdzieś w akcji. Szczerze mówiąc obojętnie jaką wersję kupowałam, to nie różniły się one zbytnio między sobą, no ewentualnie zapachem. Wszystkie mydełka w tych wkładach działają tak samo, są tak samo wydajne. Po więcej informacji odsyłam Was do wpisu na temat mojej golarki TUTAJ.


Nareszcie coś z kolorówki ;)
Podkład Manhattan Easy Match Make Up w kolorze Soft Porcelain 30. Najjaśniejszy z podkładów drogeryjnych jakie kiedykolwiek miałam. Co prawda jest lekki, ale słabo kryje. Dla mnie na zimę idealny, więc zaopatrzyłam się w kolejną butelkę. 
podkłady Rival de loop Natural Lift Make-up. Nie są tak jasne jak Manhattan, ale dużo lepiej kryją i ujednolicają cerę. Szkoda, że w Polsce nie są dostępne, bo to naprawdę dobre i tanie podkłady.
Korektor Maybelline EverFresh w kolorze light beige pojawił się już u mnie w ulubieńcach sierpnia 2014. Używam go pod oczy i na niedoskonałości, rozprowadzam go gąbeczką-jajkiem od Ebelin i efekt jest dla mnie satysfakcjonujący. Nie ciemnieje w ciągu dnia, a przypudrowany nie zbiera się w zmarszczkach.


Dwie wody toaletowe.
Yves Rocher Flower Party Summer EDT, którego używałam latem. Flower Party służyło mi przez dwa letnie sezony i ze smutkiem dobiłam do dna buteleczki. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat tej wody, to zapraszam do przeczytania recenzji TUTAJ.
Amber Eliksir od Oriflame miałam już naprawdę długo, o czym świadczyć może fakt, iż znalazł się w moich ulubieńcach roku 2012 :) Miłośc do tego typu ambrowych zapachów nadal we mnie płonie i będę szukać dla tej wody toaletowej godnego następcę. Może macie dla mnie jakieś interesujące propozycje?


Pozostałe.
Kryształki, perełki do kąpieli Kneipp są równie świetne jak ich płyny, olejki czy żele do kąpieli. Mam wrażenie, że czego by ta firma nie wypuściła, to będzie po prostu wspaniałe! Kryształki do kąpieli mają bardzo intensywny kolor i zabarwiają wodę, pięknie i mocno pachną, a kąpiel w takiej atmosferze naprawdę relaksuje i odpręża.
Drogocenyy olejek z awokado 3w1 od Bielendy zużywałam na różne sposoby - do rąk, do ciała i na włosy. Bardzo polubiłam oleiste formy kosmetyków i ostatnio częściej sięgam po olejki niż po balsamy czy masła do ciała. W efekcie mam ogromną ilość otwartych i niedokończonych maseł, a ja sięgam po olejki.
Na temat próbek nie powiem Wam zbyt wiele, bo miałam tylko pojedyncze egzemplarze. Obie próbki były poprawne i mnie nie uczuliły. Zapach ich też był znośny.

Jak na pół roku zbierania opakowań po zużytych kosmetykach nie wiem czy to dużo. Ale lubię redagować te wpisy, bo zawsze można przypomnieć sobie o jakimś ciekawym kosmetyku, bądź też polecić Wam coś, co do tej pory nie doczekało się z jakiegoś powodu recenzji. Znacie może któryś z opisanych tu dzisiaj produktów? Albo może skusicie się na zakup któregoś kosmetyku? :)
Wybaczcie mi tego dzisiejszego "tasiemca", mam nadzieję, że komuś uda się przez to przebrnąć ;)

24 komentarze:

  1. Dużo tego :) Ile płacisz za te szampony z alterry ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi pytanie zadalas :D Z tego co pamiętam to jakieś 0,70€ :)

      Usuń
  2. Duże denko, uwielbiam tego rodzaju wpisy, bo są one dla mnie wiarygodnymi mini recenzjami. Znam i często używam Olejków Bielendy, zrobiłam spory zapas gdy w Biedronce były po 4zł z haczykiem. Trwała piana uprzyjemnia kąpiel.
    Kryształki Kneipp uwielbiam za intensywny zapach i barwienie wody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, strasznie brakuje mi Biedronki. Tam zawsze są jakieś ciekawe oferty :) Też bym się chętnie obkupiła w te olejki.

      Usuń
    2. Łowca okazji wylazł ze mnie wtedy w Biedronce, bo wzięłam wszystkie, nie mogłam sobie ich odmówić :)

      Usuń
  3. Faktycznie sporo tego Ci się zebrało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Duże denko, bardzo lubię ten peeling do rąk:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam uwielbiam denkowe posty, więc dla mnie mogłyby trwac i trwać, i trwać :D
    Do suchych szamponów z Batiste muszę się jeszcze przekonać. Odżywka z Alterry też za drugim razem obciążała moje włosy:/ Miałam żel pod prysznic z Lirene wersję winogronową, która na tyle mnie zachwyciła, że kupiłam sobie kolejne opakowanie, co praktycznie w ogóle mi się nie zdarza przy tego typu produktach;) Natomiast żel z Isany też nie zachwycił mnie swoim zapachem:/ Lubiłam micela z L'Oreal, ale do szału doprowadzał mnie otwór w zakrętce. Z micela z Garnier początkowo byłam mega zadowolona, ale po jakimś czasie zaczął szczypać mnie w oczy:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że lubisz takie wpisy :) Mam dla kogo je pisać ;)
      Zaciekawiłaś mnie wersją winogronową żeli z Lirene, muszą mieć fajny, orzeźwiający zapach. Jak będę w Pl to na nie zapoluję.
      Fakt, micel z L'Oreal ma nieco średni ten otwór w zakrętce...

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Kupowałam go dawno, dawno temu, więc to nie jest nowość :)

      Usuń
  7. Wow, pokaźne denko! :)) dla mnie za to suche szampony syossa to jakaś pomyłka. Po dwóch użyciach chyba wyparowały (jakkolwiek to brzmi.) Moje koleżanki miały dokładnie tak samo :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę ciekawe, bo u mnie był ten szampon bardzo wydajny i nie zliczę ile razy go używałam zanim dobiłam do dna :)

      Usuń
  8. Hmm... a już rozważałam na poważnie zakup tego Syossa, a tu sprzeczne opinie. Jakoś sceptycznie nastawiona jestem do suchych szamponów i chyba jednak się nie skuszę. Zmywacz z Isany bardzo mnie męczył, a czarę goryczy przelało to (nomen omen), że dwa razy rozlał mi się w torbie z kosmetykami na wyjeździe, mimo iż był zakręcony. :( Niestety nie mogę już nigdzie kupić młynu micelarnego do demakijażu L'Oreala, powycofywali go i jest tylko w mniejszym opakowaniu, w żelu. Spisuje się równie świetnie. Nie wiem tylko, czemu po krótkim czasie cały żel mi zmętniał i zmienił kolor (nie jest przeterminowany, nie przegrzał się zanadto). Ale nie wpłynęło to na jego działanie. W Polsce zaopatrzyłam się również w tę wielką butlę Garniera - jest dobry, choć L'Oreal lepszy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie te micele L'Oreal i Garnier są porównywalne, ciężko mi określić który jest dla mnie lepszy.
      Dziwna sytuacja z tym zmywaczem, mnie się takie coś póki co nie przytrafiło.

      Usuń
  9. Olejki Bielendy pięknie pachną, najbardziej lubię wersję z trawą cytrynową. Peeling do rąk Eveline świetnie usuwa martwy naskórek i nawilża dłonie, ale na dłuższą metę jego zapach staje się dla mnie męczący. Z kolei krem do rąk naszej rodzimej firmy to ideał na lato, bo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście na tyle lubię zapach wanilii, że zapach peelingu Eveline mnie nie drażni :)

      Usuń
  10. Noo trochę tego nazbierałaś :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Dużo tego:)Nie miałam żadnego produktu ale zapach Oriflame kusi mnie od jakiegoś czasu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślałam o tym olejku do kąpieli Bielenda, ale ma w składzie SLS :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że u nas wycofali szafy RdL ale wcale im się nie dziwię :P Te produkty kiedyś, gdy jeszcze były na rynku wyglądały po prostu 'biednie' i wzięcia nie miały ;))

    OdpowiedzUsuń
  14. Ogromne zużycia :)
    Widzę mój ulubiony micel Garnier, a szampony Alterra zamierzam dopiero testować (miałam mini wersję granatowego i spodobał mi się)

    OdpowiedzUsuń
  15. Aktualnie używam tego peelingu waniliowego do dłoni i nawet go lubię :)

    OdpowiedzUsuń